W branży najcenniejsze są relacje
Zaczynała od zera, dziś jest jednym z najlepszych cukierników w Polsce. O początkach kariery, znaczeniu reprezentacji kobiet w branży, a także o kierunku, w jakim obecnie rozwija się nowoczesne cukiernictwo, rozmawiamy z Sylwią Grodzką-Habą, właścicielką i szefową butikowej cukierni Pani Foremka w Mysłowicach i w Katowicach.
Jakie Pani zdaniem cechy powinien mieć dobry cukiernik?
Na podstawie mojego doświadczenia i tego, czego oczekuję w cukiernictwie, uważam, że kluczem jest po prostu otwarta głowa. Sky is the limit - chodzi o to, aby szukać nowych rozwiązań i nie zamykać się w swojej strefie komfortu, także zawodowo, ale cały czas odkrywać nowe horyzonty.
Powinniśmy również myśleć o osobach, dla których to robimy. Wydaje mi się, że miłość do ludzi i to, w jaki sposób do nich podchodzimy, naprawdę ma ogromny wpływ na to, jak finalnie smakują nasze wypieki i jak my, jako szefowie cukierni, jesteśmy odbierani przez gości.
Czy to prawda, że Pani przygoda z cukiernictwem zaczęła się od programu telewizyjnego?
To prawda. Ze względu na to, że nie wyniosłam żadnych tradycji cukierniczych z mojego domu rodzinnego, udział w pierwszej edycji ?Bake Off - Ale ciacho!? faktycznie był początkiem mojej cukierniczej przygody. Wtedy to miała być tylko ?przygoda?, chęć spróbowania czegoś nowego, a może nawet alternatywa dla rzeczywistości i tego, jak potoczy się moja kariera zawodowa po urodzeniu syna, Szymona.
Z czasem ta "chwilowa przygoda", która była wynikiem decyzji podjętej właściwie przypadkowo, zamieniła się zarówno w pasję, jak i w pracę.
Najlepiej świadczy o tym nagroda Akademii Gastronomicznej dla Najlepszego Cukiernika, którą otrzymała Pani w zeszłym roku. Czym dla Pani jest to wyróżnienie?
To jest coś niesamowitego! Raz, że gdy patrzę na ten dyplom, a dwa, gdy ktoś o nim mówi, to nadal jest to dla mnie tak abstrakcyjna sprawa, że trudno się na ten temat wypowiadać. To nawet nie było w zasięgu moich marzeń?
Wiadomo, gdy ktoś zaczyna karierę zawodową, to dąży do osiągnięcia różnych celów - myślę, że każdy chce być najlepszy w tym, co robi. Chcemy zdobywać szczyty, wpadać na świetne pomysły, najlepiej na takie, na które jeszcze nikt nie wpadł, czy zdobyć uznanie nie tylko naszych gości, ale i branży. Myślę, że to naturalna ludzka cecha - czujemy potrzebę, aby się wykazać, udowadniając, że to jest nasze miejsce. Nie przypuszczałam jednak, że to pójdzie aż tak daleko.
Gdybym dostała ważną nagrodę z politologii czy dyplomacji, czyli dziedzin, w których się kształciłam, to byłoby to dla mnie bardziej naturalne, natomiast w cukiernictwie zaczynałam od zera. Nie zapomnę godzin spędzonych w pracowni, przebitych litrów śmietany i różnych potknięć po drodze. Jestem niezmiernie dumna z tego wyróżnienia, uważam, że to zwieńczenie moich ośmiu lat pracy. Cieszę się, że najpierw zyskałam uznanie międzynarodowe, a teraz zostałam doceniona też przez nasze podwórko. W końcu (śmiech).
Przy okazji cały czas podkreślam, że nie chodzi tylko o to, że to ja zostałam wyróżniona, ale i o rolę kobiet w branży. Warto je dostrzegać i dmuchać im w skrzydła, bo zarówno gastronomia, jak i cukiernictwo to bardzo męskie środowiska. Każde wyróżnienie dla kobiety to ważna sprawa, która daje ogromnego kopa do działania innym dziewczynom i kobietom, które chcą się rozwijać.
Jak wspomina Pani swoje początki w branży?
Nie było łatwo. Bardzo trudno było się przebić - momentami miałam wrażenie, że niezależnie od wyglądu mojego deseru, doskonałego złożenia go w spójną całość, czy uznania, które zyskał zagranicą, w Polsce nie zostanie zauważony.
Cały czas brakuje w nas otwartości wobec czegoś innego i nowego. Chciałabym, abyśmy zaczęli dawać szansę utalentowanym ludziom, którzy nie mają siły przebicia ani tym bardziej znanego nazwiska. Byłoby to korzystne nie tylko dla nich, jako jednostek, ale i dla rozwoju całej polskiej gastronomii, w tym cukiernictwa, które goni za tym światowym. Moim zdaniem jesteśmy na bardzo dobrej drodze, ale, aby osiągnąć sukces na miarę świata, trzeba działać razem i grać do jednej bramki, a nie patrzeć tylko na indywidualne osiągnięcia.
Jestem dumna z tego, do czego doszłam, natomiast jest to okupione po pierwsze ciężką pracą, a po drugie samotnością. O wiele lepiej jest działać, gdy ktoś poklepie nas po plecach i powie, że robimy dobrą robotę, lub będzie służył radą, co jeszcze można zrobić lepiej lub co poprawić. W branży najcenniejsze są relacje.
Czy jednym z przełomów w Pani karierze stało się zdobywanie doświadczenia u zagranicznych mistrzów cukiernictwa?
Myślę, że to odegrało bardzo dużą rolę w moim rozwoju. Mimo że miałam nieporównywalnie mniejsze doświadczenie, o ile w ogóle można mówić o jakimkolwiek doświadczeniu w tamtym czasie, to nikt nie dawał mi tego do zrozumienia, nie wytykał błędów, tylko cały czas dodawał mi skrzydeł. Byłam tam traktowana na równi z innymi.
To niesamowite uczucie, gdy, jako laik, przyjeżdżasz na staż do gwiazdy światowego formatu, a ona rozmawia z tobą jak koleżanka z pracy. Wie, że masz braki, oczywiście, że tak, natomiast podchodzi do tego w taki sposób, że po takim szkoleniu czujesz, że latasz. Czytasz nagle dziesięć różnych książek cukierniczych, chociaż połowy z nich nie rozumiesz, ale czujesz ogromną motywację i chęć do działania.
CAŁY WYWIAD <KLIKNIJ TUTAJ>